Blog > Komentarze do wpisu

76. Czy de.

W ostatni weekend przyjechała do mnie M. Żeby urozmaicić sobie czas pojechaliśmy do Wrocławia do Takiego-Kina-Co-To-Jest-Czy-De na Avatara. Przyznaję bez bicia, że za cholerę nie rozumiałem tego wszystkiego, co się wokół tego filmu dzieje.

Nie widziałem trailera.
Nie znałem obsady.
Nie znałem scenariusza.
Nie wiedziałem totalnie nic.

Poza tym, że zarobił masę pieniędzy i że w ogóle samy achy i ochy i inne oznaki zachwytu wszyscy nad tym filmem wydają. Jako filmowy ignorant wchodziłem na salę dość sceptycznie nastawiony. Bo dlaczego film o niebieskich ludzikach ma być jakiś zajebisty? To nie smerfy...

Okazało się, że to całkiem niezły film! Nie powiem, że jest rewelacyjny. Jest dobry. Bardzo dobry. Skupię się nad tym, czego mi zabrakło. A zabrakło jakichś cosiów fruwających w stronę widza (żeby podkreślić to 3D, które tak czy siak znakomicie spełnia swoją rolę podczas obserwacji przyrody na Pandorze), zabrakło dobrej gry aktorskiej (za wyjątkiem Neytiri, czyli Zoe Saldana) i zabrakło... hmm... reżyserowi zabrakło kogoś, kto by powiedział 'ok, James, starczy już, dziliard latających stworów i dwa dziliardy tych helikopterków, to wystarczająca ilość, jak na finałową bitwę'. Po prostu czasem bił we mnie przepych. Przepych, nie jak idzie o jakość efektów specjalnych, bo te biją na głowę wszystko, co widziałem do tej pory, ale jak idzie o ilość elementów, które pojawiają się na ekranie. Ale pewnie gdybym - podobnie jak Cameron - czekał dziesięć lat, aż pojawi się technologia, która pozwoli zrealizować taki film, to też bym chciał mieć na ekranie dużo wszystkiego. Podsumowując, to całkiem dobre 180 minut filmu, który się nie nudzi i pozwala się zanurzyć w świecie Na'vi i zatracić gdzieś tę granicę między światem realnym a nierealnym (a odczułem to na własnej skórze, kiedy się autentycznie ucieszyłem, gdy Jake ujeździł czerwonego skurczybyka). Polecam!

(niemniej jednak moja filmowa ignorancja chyba nie pozwoliła mi się do końca wczuć w ten film - a przynajmniej nie na początku - bo podczas jednej ze scen, kiedy bohatera zaczynają otaczać nasionka ze świętego drzewa Na'vi, nie mogłem się powstrzymać i powiedziałem do M. 'ale by miał fotę na naszej klasie - Ja i nasionka'... Podobnie zresztą M. się zastanawiała cały film, czy dojdzie do seksu międzyrasowego... Czy doszło? Sami musicie zobaczyć.)

wtorek, 26 stycznia 2010, na_powaznie

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/01/26 22:35:40
Jesli chodzi o Avatara, to do tej pory nie wiem o czym ten film jest. I również wiem tylko tyle, że się nim wszyscy zachwycają.
I też chciałam się na niego wybrać z M... ale... :(
-
2010/01/27 17:59:47
Następny krytyk i znawca się znalazł gry aktorskiej i filmu, żenada:P:P